niedziela, 6 sierpnia 2017
Vince Staples - Big Fish Theory
W 2017 roku można z czystym sumieniem powiedzieć coś, co jeszcze 10 lat temu mogłoby zostać uznane za dobry żart: Zachodnie Wybrzeże już dawno nie miało się tak dobrze jak obecnie. Region, który od pojawienia się na scenie N.W.A. wyznaczał trend do połowy lat 90., a swoim G-Funkiem zrewolucjonizował amerykańską rap scenę, wraz ze śmiercią Tupaca stracił jednego ze swoich najwybitniejszych przedstawicieli i zarazem zatracił swoją przebojowość. Westcoast długo nie podnosił się z kolan, a pojedyncze zrywy na przełomie wieków w postaci powrotu Dre, czy kolejnych nagrań Snoopa i Ice Cube'a nie zmieniały tego stanu rzeczy. Co prawda 1999 tego pierwszego z miejsca stało się klasykiem i królem list przebojów, jednakże autor nie poszedł za ciosem, tylko zaszył się głęboko w studio pracując "w cieniu" nad budowaniem legend takich graczy jak Eminem czy 50 Cent. Snoop żadnym ze swoich albumów nie dobił do poziomu debiutu, E-40 co prawda trzymał w ryzach Bay Area, ale z upływem czasu jego albumy coraz niżej lądowały na listach, z Too $hortem sprawa miała się podobnie, zaś Ice Cube chyba bardziej przykładał się do produkcji filmowej, niż do wydawania albumów. Brakowało lidera, kogoś, kto wytyczyłby ślad, po którym mogliby podążyć inni. Brakowało impulsu na miarę eksplozji G-Funku z początku lat 90. W 2005 roku wydawało się, że na takiego lidera wyrasta The Game, który sporo namieszał swoim debiutem, oraz konfliktem z będącym wówczas u szczytu swej kariery 50 Centem. Niestety szybko okazało się, że do statusu żadnej z kalifornijskich gwiazd Game nie dosięgnie.
Dziś sytuacja wygląda jednak dużo inaczej. Zachodnia scena ma lidera w postaci Kendricka, który może i nie jest tak charyzmatyczny jak 2Pac, ale z roku na rok konsekwentnie poszerza liczbę swoich słuchaczy i nic nie wskazuje na to, że miałoby się to wkrótce zmienić. Za nim kroczą tacy gracze jak ScHoolboy, ulicznicy w stylu YG czy Jay Rocka, w Bay Area do statusu E-40 aspiruje G-Eazy, zaś Long Beach co prawda cały czas ma swojego Snoopa, ale doczekało się innego wymiatacza w postaci Vince'a Staplesa i to właśnie autor Senority (nie, Sherlocku, nie o Pezeta mi chodzi) będzie głównym bohaterem tego wpisu.
wtorek, 25 lipca 2017
Big Boi - Boomiverse
Ostatnio miałem taką rozkminę...Gdyby kiedyś w środku ciepłej, letniej, spokojnej nocy ktoś zbudził mnie ze snu i z marszu kazał mi odpowiedzieć na pytanie jaka ekipa jest najlepszym rapowym zespołem w historii to, po uprzednim zbluzganiu takiego delikwenta, odpowiedziałbym, że z całą pewnością najlepszym hiphopowym składem był, jest i pewnie przez długi czas pozostanie OutKast. Duet z Atlanty bowiem jest nie tylko składem z równą jak stół dyskografią (choć oczywiście kilka tytułów nieco się wyróżnia na tle innych), nie tylko łączy niesamowite umiejętności z ogromną popularnością (multiplatynowy status, ale i niezliczona ilość nagród, w tym 6 statuetek Grammy), ale oprócz tego zawsze wnosił świeżość i oryginalność na rap scenę nagrywając albumy, które nie dość, że zyskiwały rzesze słuchaczy, to nigdy nie zostały naznaczone piętnem konformizmu ich autorów. Outkaści nie podążali za trendami. Oni je kreowali, a poza tym starali się (albo po prostu był to naturalny element ich twórczości), by każdy z albumów różnił się od poprzedniego.
Pogdybajmy jednak dalej. Myślę, że gdybyście spytali dowolnego słuchacza rapu o to który z członków duetu z ATL jest fajniejszy/ciekawszy/lepszy/bardziej utalentowany, to pewnie bez wahania wskazałby on na Andre 3000. Nic w tym dziwnego - Andre nie tylko świetnie rapuje, ale i ma naprawdę niezły wokal, a przy okazji niesamowity zmysł do tworzenia wpadających w ucho hooków. Wreszcie, to każda gościnnie dograna zwrotka 3 Stacksa wywołuje wśród fanów rapu ogromne poruszenie, a każdy z nich zadaje to samo, retoryczne pytanie: "Kiedy Andre nagra w końcu solówkę?". No cóż, na nagranie solo albumu cały czas się nie zapowiada (choć plotki takie od czasu do czasu się pojawiają) i to między innymi dlatego bohaterem tego wpisu będzie "ten drugi" z zespołu OutKast.
wtorek, 16 maja 2017
Włodi - WDPDD
Dawno,
dawno temu, w czasach, gdy Internet dla przeciętnego Polaka był czystą
abstrakcją, a raperzy traktowani byli z niechęcią i odrzuceniem podobnym do
tego jakim darzy się dziś w Polsce uchodźców, na ulicach miasta położonego nad
rzeką Wisłą, powstał sobie skład hiphopowy...Jego członkowie nie byli jednak
dzielnymi rycerzami, nie ratowali niewinnych księżniczek z opresji, a na ich
szyjach nie wisiały naszyjniki ze smoczych kłów. Jego członkowie, mimo iż to
nie oni położyli kamień węgielny pod warszawski rap, to jednak w dużym stopniu
go zdefiniowali. A najzdolniejszy z nich żyje (na scenie) długo i (mam
nadzieję) szczęśliwie...
środa, 8 lutego 2017
Dwa Sławy - Dandys Flow
Trzeba przyznać, że długo musieli się Rado z Astkiem naczekać,
by w końcu zostać zauważonymi na rodzimym podwórku. Dość powiedzieć, że ten
drugi w momencie wyjścia „Ludzi Sztosów” miał już rocznikowo 3 dychy na karku, a
przecież to właśnie tę płytę można by z czystym sercem nazwać pierwszym
sukcesem w karierze łódzkich nawijaczy. Jedni powiedzieliby "eee tam…lepiej
późno niż wcale", inni: "kurwa, czemu tak późno?". Przyklasnąć
można by jednym i drugim, bo z jednej strony niejeden fan pewnie wciąż narzeka
na to, że polski słuchacz tyle czasu musiał dorastać do stylu serwowanego przez
Sławów, ale z drugiej...ile to już tych "najbardziej niedocenionych"
przerabialiśmy w historii rapu zarówno u nas jak i za wielką wodą? Inna sprawa,
że "Ludzie Sztosy" to wreszcie była produkcja, która przystawała do
obecnych (ówczesnych ;) ) czasów. Nie żebym miał coś do klasycznego brzmienia,
ale jak widać odmiana, którą zaserwowały nam Sławy poprzednim krążkiem wpłynęła
na zdecydowanie szerszy odbiór ich muzyki. To dzięki tej płycie Jarek i Radek pojawili
się na większości polskich festiwali ostatnich dwóch lat (na Kempie również) i
opchnęli ponad 12 tysięcy kopii. Wiadomo, że to i tak o wiele mniej niż stali
bywalcy OLIS, ale zarazem to jednak wynik, którego nie można nie odnotować.
Wydawać by się mogło, że w takim wypadku rozsądnym
posunięciem byłoby pójście za ciosem i zaatakowanie nowym projektem w 2016. A
tu niestety zawód, bo nowa płyta wychodzi prawie równo 2 lata po swojej
poprzedniczce. Dlaczego tak się stało? Czy chodziło o kwestię dopieszczenia
płyty do ostatniego "uhh", czy może Sławy postanowiły dokonać jakiejś
rewolucji? W końcu biorąc pod uwagę całą dotychczasową dyskografię dwóch
pociesznych Łodzian, to z czystym sercem można stwierdzić, że „Ludzie sztosy”
to zwrot może nie o 180, ale o jakieś 90, czy 120 stopni na pewno w stosunku do
wcześniejszego dorobku. Jak jest tym razem…?
sobota, 28 maja 2016
Łona/Webber - Nawiasem mówiąc
Młody człowieku, co tak miły ci łoskot
Co tak stoisz z tyłu i patrzysz z troską
Przez przypadek. przywiedziony tu starym śladem
Więc cię trochę to martwi, czy my jeszcze damy radę
No właśnie. Dali radę, czy nie? Czy to już stare pryki, które zapomniały jak się robi dobry rap w polskim wydaniu, czy jednak mimo upływu lat ciągle utrzymują wysoki poziom? Czy zaczęli już gonić własny ogon, czy może da się wyczuć nutkę świeżości w tym ich nowym albumie? Wreszcie, czy "Nawiasem mówiąc" to płyta, która przystaje do warunków, które panują na polskim, rapowym podwórku w A.D. 2016, czy reszta sceny odskoczyła Łonie i Webberowi na tak znaczą odległość, że weteranom polskiej rapgry pozostaje już tylko zwinąć manatki? Nie dowiesz się, jeśli nie przeczytasz, więc do dzieła...
poniedziałek, 5 listopada 2012
Kendrick Lamar - Good Kid, m.A.A.d. City
Gdy przeciętny śmiertelnik wymówi słowo "Compton", przed oczami staną mu slajdy z zalanymi krwią Czarnuchami (bądź też Latynosami), latającymi przez ulice tego miasta z wyciągniętymi gnatami, ewentualnie dojeżdżającymi swoje ofiary, jadąc furą. I jak łatwo się domyślić nie będzie to obraz zniekształcony, bo mimo, że w Compton nigdy nie byłem (i nie znam nikogo kto by tam się przypadkiem pojawił) to w sukurs jak zwykle może przyjść internet, który uświadomi nas, że jest to miejsce, w którym "narodziły się" takie światowej sławy gangi jak Crips, Bloods (Afroamerykanie), czy Compton Varrios (Latynosi). To właśnie w Compton w wyniku strzelaniny zginęła siostra Venus i Sereny Williams. To właśnie Compton jest jednym z najbiedniejszych przedmieść w USA. To właśnie Compton...
poniedziałek, 3 września 2012
Slaughterhouse - Welcome to: our House
Ekipa Slaughterhouse jest pewnego rodzaju fenomenem w świecie hip-hopu. Nie przypominam sobie bowiem, by w historii muzyki, polegającej na gadaniu do mikrofonu, pojawiła się 4-osobowa grupa, składająca się z raperów pochodzących z różnych miast. I to nie miast położonych w jednym stanie, bądź na tym samym wybrzeżu. Mowa tu przecież o Los Angeles, Nowym Jorku, Detroit i New Jersey, a nie trzeba być orłem w dziedzinie geografii, żeby szybko wydedukować, iż objechanie tych 4 miast wiązałoby się z dość długą wyprawą. W jaki sposób chłopaki ze Slaughterhouse dogadują się, a propo szczegółów płyty - urządzają sobie telekonferencje, czy też może spotykają się w jednym miejscu ( w założeniu - takim, by każdy miał do niego "blisko")? Szczerze nie wiem i mam na to troszeczkę wyjebane. Bardziej interesował mnie poziom, który zaprezentują na swoim najnowszym krążku. I to właśnie Welcome to: our House będzie tematem tego wpisu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































